...straci mnie wreszcie!...może wtedy doceni...
tego pierwszego nie chcę, natomiast drugiego bardzo...
i chciałabym rzucić wspomnieniami w cholerę! niech się porozbijają kawałkami lustra przed nami...
i chciałabym żeby sumienie znikło...przejmować sie tylko sobą bym chciała...
i zapomnieć ,że kiedyś istniało coś, co stało się bezsennymi nocami, ciężkimi myślami, bezsensownymi słowami, obolałymi czynami...brakiem uczuć...
wpatruję się w siebie co ranek przemywając twarz, nakładając makijaż...
dostrzegam żal w spojrzeniu...i przełykając ślinę uparcie wmawiam sobie:
"dasz radę!..."
czasem moja wiara w to, że sie uda, przemienia się w wiedzę...
a wiedza ta, w mym przekonaniu, jest zwiastunem przyszłości...
jednak -jak to w filmach bywa- zwiastun ukazuje zalety produkcji...a całokształt?
w moim kinie wywołuje niesmak i zgagę :/
zarzekam się wtedy, że nigdy więcej!
...koniec końców znów zaczynam szukać ciepła jego dłoni...
i czuję tyklo chłód.
...więc może już czas poszukać gdzie indziej?