wtorek, 24 września 2013

agonia uczuć...

beznadzieją jest powielanie pustych uczuciowo dni...
beznadziejnym jest związek dwojga ludzi, w którym obu stronom nie sprawia on żadnej radości...
może możliwość odejścia, rozstania się, jest jedynym uczciwym daniem szansy?
...bo smutny jest świat, w którym normalny jest brak szacunku, współczucie nieznane, gdzie obojętność, szczery uśmiech nie gości...gdzie nie ma uczuć, gdzie beznamiętność...gdzie nikt się nie zna...choć cedzą przez zęby,że wystarczająco dobrze poznali się na sobie...
kolejna próba reanimacji takiego związku, to przedłużanie agonii, która i tak prowadzi do zgonu...
:(

sobota, 21 września 2013

takie tam...myśli...

przestraszyła się samej siebie..swoich myśli... działań...postępowania...
zaczęła zastanawiać się nad genezą tego co teraz czuje..nad pochodzeniem tych uczuć i skutkami decyzji, które podjąć, być może  będzie musiała...
jest przy niej mężczyzna, do którego czuje pewien rodzaj sympatii, a raczej jakąś więź spowodowaną posiadaniem wspólnego dziecka...tylko czy owy "rodzaj sympatii", "jakiejś więzi", to wystarczająco dużo?
od tak dawna stara się wsłuchać w siebie, stara się usłyszeć wewnętrzny głos, który powie definitywnie "tak" lub "nie"...
życie nauczyło ją zgadzać się na rzeczywistość..ale przecież rzeczywistość tworzy sobie sama...
umie iść na kompromis...ale jest to bardziej dogadanie się z jej własnym "ja"...
czy może być szczęśliwa z człowiekiem  który całkowicie odbiega od wymarzonego ideału?? czy brnięcie dalej w ten związek nie jest swego rodzaju wygodnictwem, cichym aktem desperacji??
a może to tylko "poczekalnia" przed oczekiwaną pełnia szczęścia??
czy naprawdę umie dawać siebie tak dużo jak dawać chce??..a może umie tylko brać??
czy w rezultacie nie krzywdzi człowieka, którego krzywdy tak naprawdę nie chce...czy te "defekty" z którymi zmaga się przez lata nie przerodzą się w nienawiść w przyszłości?? czy nadal będzie umiała godzić jego priorytety ze swoimi?? czy będzie umiała??
w marzeniach "książę" był człowiekiem ciepłym, wrażliwym...a zarazem męskim i zdecydowanym...

czy życie u "jego" boku nie pozbawi jej radości codzienności na zawsze?? czy starczy jej sił na podejmowanie wyzwań?? czy w końcu nie znudzi się jej przełamywanie siebie i wieczne kompromisowanie??
takie miała myśli przy sobocie spowodowane jednym wczorajszym uczuciem...a właściwie uczucia brakiem...
wczoraj jej ciało nie czuło kompletnie nic...
nie umiała go nawet pocałować na "do widzenia"...
to chyba podświadomość daje znak, by wreszcie zastanowiła się nad życiem...

pomóż Wszechświecie! 


czwartek, 19 września 2013

moc afirmacji...

szła dziś miastem powtarzając sobie jak zwykle "nie martw się, będzie dobrze, dasz radę!!!"
weszła do domu...spojrzała w lustro...i rozbeczała się jak dziecko...
znów wypłynęły wszelkie pokłady nagromadzonego żalu... 
zbyt krótko było jej dane wierzyć w zębowe wróżki, złote rybki, tęcze ze skarbami i czterolistne koniczyny...
tak szybko ze snu dziecięcego wkroczyła w wartką rzekę rzeczywistego świata, gdzie nie raz i nie dwa, zdarzyło się jej upaść z wielkiej góry na równie wielką nicość...wtedy płakała, przeklinała swoje życie...
jednak pomimo potoku żalu i poczucia bezsilności odnajdowała władzę nad swoim życiem...
a brak oparcia, rozgrzanej podstawy dla serca, sprawił, że hartowała się sama, stawała się odporniejsza na przygniatające problemy i kowala, którym jest życie...
dziś płacze mniej...jeśli już, to w ukryciu...
wtedy...nie chce być silna, nie chce być dzielna...nie chce z przeciwnościami losu radzić sobie sama!
chce być zwyczajnie małą, bezbronną kobietką, chce czuć wsparcie bliskiej osoby, potrzebuje ciepła, zrozumienia...
potrzebuje zapewnień, że ma prawo źle się czuć i źle wyglądać!...że ma prawo być zmęczona i mieć gorszy dzień- do cholery!!!!! :'(
cisza...
żadnych pomysłów, żadnych perspektyw, żadnego uśmiechu...
wylane łzy zatopiły ból...znów...na jakiś czas...
poprawiła rozmazany makijaż...przykleiła uśmiech do twarzy...
"nie martw się, będzie dobrze, dasz radę
 nie martw się, będzie dobrze, dasz radę
 nie martw się, będzie dobrze, dasz radę
 nie martw się,........................."

poniedziałek, 16 września 2013

idzie jesień...

jesień nie będzie się patyczkować..jak się nawiniesz, to najzwyczajniej dostaniesz z liścia ;)
...a ja nawet ją lubię...ale tę wczesną, gdy promienie słońca pieszczą jeszcze mocno twarz, a w powietrzu unosi się ten zapach...
zapach opadających już liści, zaoranych pól, porannej mgły i chłodu nocy...i dymu...tak...ostatnio i zapach ogniska :)
to taka pora, kiedy czuję, że coś się kończy, a ja wciąż mam jeszcze tyle do zrobienia...to trochę tak jakbym chciała wykorzystać podwójnie mijający czas...odebrać to co mogę i dać coś w zamian...
taka tęsknota...

środa, 11 września 2013

tatą być...

"czcij ojca swego i matkę swoją"
..a "szanuj syna swego"?..o tym Bóg nie wspomniał...
bo nie wystarczy zbudować dom, by mieć dom...
nie wystarczy posadzić drzewo, by mieć dobre owoce...
nie wystarczy spłodzić syna, by być TATĄ...

sobota, 7 września 2013

tylko ON...

tylko mężczyzna ma taki dar, który, gdy przytula kobietę do swojego serca i zamyka ją w swoich ramionach, sprawia, że ona czuje się jak delikatny kwiat...
że przy nim rozkwita...:)
bo może o to właśnie w życiu chodzi?
żeby był...przytulał...tęsknił...
mogłabym być nawet misiem z postrzępionym uchem, 
byleby tylko nie przestał mnie przytulać...
bo nie chcę znów przytulać się do whisky :(

piątek, 6 września 2013

życie moje...

rozsypuję ci się tutaj!...przemykam ziarenkami piasku przez palce!..a ty??!!...a ty nic...
rozpieść mnie trochę...przecież dbam o ciebie...
jestem dla ciebie dobra, słodka, przymilam się...
dostarczam ci uciech, przyjemności, odpoczynku kiedy trzeba...
ze łzami oddaję światu żal, żebyś pozostało czyste...czyściutkie, od niepotrzebnych emocji wolne...
rozpieść mnie...przecież zasługuję...
jestem wielkoduszna, pomocna, spokojna..
w harmonii z wszechświatem trwam, ukazując innym lepszą drogę myślenia...
rozpieść mnie...
przecież jestem częścią ciebie, a w jedności siła...rozpieść mnie...

rozpieść mnie, życie moje...

poniedziałek, 2 września 2013

smak porażki...

czy jest większa osobista porażka dla kobiety niż utrata w oczach mężczyzny? utrata z bliżej nieokreślonych przyczyn?

od lat bała się zaufać...nie chciała zostać odrzucona, poczuć owego smaku porażki...już dawno temu obiecała sobie, że nie będzie wystawiać swojego serca na próbę. nigdy!
bała się... a jednak wpadła w wir magii, w wir obietnic i złudnego szczęścia...
myślała, że to co widzą oczy jest szczere...jaka szkoda, że- jak zwykła- nie spojrzała rozumem...czy dała się nabrać? i jaki On miał w tym cel???
niby wszystko jest tak jak było...czas pędzi jak gdyby nigdy nic..ziemia się kręci...słońce wciąż wschodzi i zachodzi...a jednak jej czegoś brakuje: roztańczonych iskier, zwyczajnych zachwytów, słów ciepłych, głosu miękkiego, tej łagodności...wciąż marzy o parującym kubku pełnym czułości...
cóż...każdy pragnie być czasem w podwójnym siódmym niebie :)

ale czy warto?
i za jaką cenę?