czwartek, 11 kwietnia 2013

...w oczekiwaniu...

wiosna u progu, słońce sięga zenitu...a tu samotnosć cichutko przysiadła...smutne :(...
człowiek potrafi tak długo pamiętać...niebywale długo...
myślimy, że miłość nas uratuje, a ona miażdży serca...
trzeba się bardzo starać by nie umrzeć wewnątrz...tam tak trudno zmartwychwstać...
tylko nie umrzeć...bo czymże bylibyśmy, gdyby nie ból?
nie docenilibyśmy szcęścia, które czeka...

na pewno czeka...

sobota, 6 kwietnia 2013

...więc jak?

...jak wrócić? 
co powiedzieć, by przerwać tę okropną, niezręczną ciszę, która jest od dawna i tworzy ogromną barierę?...a mógłby ją pokonać błahy dźwięk, szelest niemalże...mózg analizuje każdy dźwięk, każde słowo, które chciałoby się wypowiedzieć i szykuje miliony kombinacji, z których każda wydaje się nieodpowiednia...
stres jest ogromny...
uśmiech nie wyjdzie, bo będzie wyglądać jak grymas od dawna odczuwanego bólu...smucić się też nie wypada, by nie narazić się na komentarze i głupie domysły...
zegarek odmierza kolejne godziny codzienności..nie stawia sobie celów...a czas mijał i mija...
najbardziej boli ta bezradność, co jak trucizna powoli wyniszcza wnętrze...siedząc w pustym pokoju, jak w grobie, czuję, że już niewiele mogę zrobić...by wrócić...
więc jak odejść? codziennie zbieram odwagę, a w ciszy samotności poddaję się codziennie...na nowo...trwając z zawieszeniu, w letargu...czekając na cud...