niedziela, 6 października 2013

moja SIŁA...

zdarza się mężczyźnie być dupkiem, ale dupkowi nigdy mężczyzną!
więc chyba już czas najwyższy udowodnić sobie, że mam SIŁĘ!...że ona jest i potrafię z niej korzystać w każdej sytuacji...jest tylko moja, jestem z niej dumna, ona spełni moje marzenia, nie zawiedzie, postawi na nogi..MOJA SIŁA <3 :)
a dupek? 
dupek dupkiem pozostanie...:/

wtorek, 24 września 2013

agonia uczuć...

beznadzieją jest powielanie pustych uczuciowo dni...
beznadziejnym jest związek dwojga ludzi, w którym obu stronom nie sprawia on żadnej radości...
może możliwość odejścia, rozstania się, jest jedynym uczciwym daniem szansy?
...bo smutny jest świat, w którym normalny jest brak szacunku, współczucie nieznane, gdzie obojętność, szczery uśmiech nie gości...gdzie nie ma uczuć, gdzie beznamiętność...gdzie nikt się nie zna...choć cedzą przez zęby,że wystarczająco dobrze poznali się na sobie...
kolejna próba reanimacji takiego związku, to przedłużanie agonii, która i tak prowadzi do zgonu...
:(

sobota, 21 września 2013

takie tam...myśli...

przestraszyła się samej siebie..swoich myśli... działań...postępowania...
zaczęła zastanawiać się nad genezą tego co teraz czuje..nad pochodzeniem tych uczuć i skutkami decyzji, które podjąć, być może  będzie musiała...
jest przy niej mężczyzna, do którego czuje pewien rodzaj sympatii, a raczej jakąś więź spowodowaną posiadaniem wspólnego dziecka...tylko czy owy "rodzaj sympatii", "jakiejś więzi", to wystarczająco dużo?
od tak dawna stara się wsłuchać w siebie, stara się usłyszeć wewnętrzny głos, który powie definitywnie "tak" lub "nie"...
życie nauczyło ją zgadzać się na rzeczywistość..ale przecież rzeczywistość tworzy sobie sama...
umie iść na kompromis...ale jest to bardziej dogadanie się z jej własnym "ja"...
czy może być szczęśliwa z człowiekiem  który całkowicie odbiega od wymarzonego ideału?? czy brnięcie dalej w ten związek nie jest swego rodzaju wygodnictwem, cichym aktem desperacji??
a może to tylko "poczekalnia" przed oczekiwaną pełnia szczęścia??
czy naprawdę umie dawać siebie tak dużo jak dawać chce??..a może umie tylko brać??
czy w rezultacie nie krzywdzi człowieka, którego krzywdy tak naprawdę nie chce...czy te "defekty" z którymi zmaga się przez lata nie przerodzą się w nienawiść w przyszłości?? czy nadal będzie umiała godzić jego priorytety ze swoimi?? czy będzie umiała??
w marzeniach "książę" był człowiekiem ciepłym, wrażliwym...a zarazem męskim i zdecydowanym...

czy życie u "jego" boku nie pozbawi jej radości codzienności na zawsze?? czy starczy jej sił na podejmowanie wyzwań?? czy w końcu nie znudzi się jej przełamywanie siebie i wieczne kompromisowanie??
takie miała myśli przy sobocie spowodowane jednym wczorajszym uczuciem...a właściwie uczucia brakiem...
wczoraj jej ciało nie czuło kompletnie nic...
nie umiała go nawet pocałować na "do widzenia"...
to chyba podświadomość daje znak, by wreszcie zastanowiła się nad życiem...

pomóż Wszechświecie! 


czwartek, 19 września 2013

moc afirmacji...

szła dziś miastem powtarzając sobie jak zwykle "nie martw się, będzie dobrze, dasz radę!!!"
weszła do domu...spojrzała w lustro...i rozbeczała się jak dziecko...
znów wypłynęły wszelkie pokłady nagromadzonego żalu... 
zbyt krótko było jej dane wierzyć w zębowe wróżki, złote rybki, tęcze ze skarbami i czterolistne koniczyny...
tak szybko ze snu dziecięcego wkroczyła w wartką rzekę rzeczywistego świata, gdzie nie raz i nie dwa, zdarzyło się jej upaść z wielkiej góry na równie wielką nicość...wtedy płakała, przeklinała swoje życie...
jednak pomimo potoku żalu i poczucia bezsilności odnajdowała władzę nad swoim życiem...
a brak oparcia, rozgrzanej podstawy dla serca, sprawił, że hartowała się sama, stawała się odporniejsza na przygniatające problemy i kowala, którym jest życie...
dziś płacze mniej...jeśli już, to w ukryciu...
wtedy...nie chce być silna, nie chce być dzielna...nie chce z przeciwnościami losu radzić sobie sama!
chce być zwyczajnie małą, bezbronną kobietką, chce czuć wsparcie bliskiej osoby, potrzebuje ciepła, zrozumienia...
potrzebuje zapewnień, że ma prawo źle się czuć i źle wyglądać!...że ma prawo być zmęczona i mieć gorszy dzień- do cholery!!!!! :'(
cisza...
żadnych pomysłów, żadnych perspektyw, żadnego uśmiechu...
wylane łzy zatopiły ból...znów...na jakiś czas...
poprawiła rozmazany makijaż...przykleiła uśmiech do twarzy...
"nie martw się, będzie dobrze, dasz radę
 nie martw się, będzie dobrze, dasz radę
 nie martw się, będzie dobrze, dasz radę
 nie martw się,........................."

poniedziałek, 16 września 2013

idzie jesień...

jesień nie będzie się patyczkować..jak się nawiniesz, to najzwyczajniej dostaniesz z liścia ;)
...a ja nawet ją lubię...ale tę wczesną, gdy promienie słońca pieszczą jeszcze mocno twarz, a w powietrzu unosi się ten zapach...
zapach opadających już liści, zaoranych pól, porannej mgły i chłodu nocy...i dymu...tak...ostatnio i zapach ogniska :)
to taka pora, kiedy czuję, że coś się kończy, a ja wciąż mam jeszcze tyle do zrobienia...to trochę tak jakbym chciała wykorzystać podwójnie mijający czas...odebrać to co mogę i dać coś w zamian...
taka tęsknota...

środa, 11 września 2013

tatą być...

"czcij ojca swego i matkę swoją"
..a "szanuj syna swego"?..o tym Bóg nie wspomniał...
bo nie wystarczy zbudować dom, by mieć dom...
nie wystarczy posadzić drzewo, by mieć dobre owoce...
nie wystarczy spłodzić syna, by być TATĄ...

sobota, 7 września 2013

tylko ON...

tylko mężczyzna ma taki dar, który, gdy przytula kobietę do swojego serca i zamyka ją w swoich ramionach, sprawia, że ona czuje się jak delikatny kwiat...
że przy nim rozkwita...:)
bo może o to właśnie w życiu chodzi?
żeby był...przytulał...tęsknił...
mogłabym być nawet misiem z postrzępionym uchem, 
byleby tylko nie przestał mnie przytulać...
bo nie chcę znów przytulać się do whisky :(

piątek, 6 września 2013

życie moje...

rozsypuję ci się tutaj!...przemykam ziarenkami piasku przez palce!..a ty??!!...a ty nic...
rozpieść mnie trochę...przecież dbam o ciebie...
jestem dla ciebie dobra, słodka, przymilam się...
dostarczam ci uciech, przyjemności, odpoczynku kiedy trzeba...
ze łzami oddaję światu żal, żebyś pozostało czyste...czyściutkie, od niepotrzebnych emocji wolne...
rozpieść mnie...przecież zasługuję...
jestem wielkoduszna, pomocna, spokojna..
w harmonii z wszechświatem trwam, ukazując innym lepszą drogę myślenia...
rozpieść mnie...
przecież jestem częścią ciebie, a w jedności siła...rozpieść mnie...

rozpieść mnie, życie moje...

poniedziałek, 2 września 2013

smak porażki...

czy jest większa osobista porażka dla kobiety niż utrata w oczach mężczyzny? utrata z bliżej nieokreślonych przyczyn?

od lat bała się zaufać...nie chciała zostać odrzucona, poczuć owego smaku porażki...już dawno temu obiecała sobie, że nie będzie wystawiać swojego serca na próbę. nigdy!
bała się... a jednak wpadła w wir magii, w wir obietnic i złudnego szczęścia...
myślała, że to co widzą oczy jest szczere...jaka szkoda, że- jak zwykła- nie spojrzała rozumem...czy dała się nabrać? i jaki On miał w tym cel???
niby wszystko jest tak jak było...czas pędzi jak gdyby nigdy nic..ziemia się kręci...słońce wciąż wschodzi i zachodzi...a jednak jej czegoś brakuje: roztańczonych iskier, zwyczajnych zachwytów, słów ciepłych, głosu miękkiego, tej łagodności...wciąż marzy o parującym kubku pełnym czułości...
cóż...każdy pragnie być czasem w podwójnym siódmym niebie :)

ale czy warto?
i za jaką cenę?

sobota, 31 sierpnia 2013

o samotności słów kilka...

"samotność? można się do niej przyzwyczaić. można nauczyć się z nią żyć. bywa bardzo wygodna, czasem nawet sprawia, ze obecność innych ludzi obok zaczyna przeszkadzać, czy irytować, bo najlepiej czujemy sie sami ze sobą." (...) J. Pieńkowska

samotność potrafi oduczyć sztuki kompromisu...oduczyć bycia z drugim człowiekiem...oduczyć bliskości na co dzień, oduczyć radości z szarości każdego dnia...potrafi wyzuć zrozumienie dla indywidualności...
samotność potrafi wyhodować zołzę...przyzwyczajoną do wygodnictwa i działania według własnego tylko planu...
ale i zmusza do stawienia czoła życiu i jego przeciwnościom...uodparnia...hartuje...pokazuje,że z codziennością umiemy radzić sobie sami...
samotność przyzwyczaja do męskiego uwielbienia...kusi romansami "na chwilę"...wzbudza pragnienie ciepłych słów, kwiatów i prezentów bez okazji...
samotność nie każe nam dawać siebie...
spełniamy się tylko w marzeniach...w snach, które w zderzeniu z rzeczywistością budzą przerażenie...

...gdy tylko pojawi się iskierka nadziei...uczucia, do których, wydawało by się, nie jesteśmy już zdolni zaczynają w nas grać, odradzać się, uszczęśliwiać powoli...
...i wtedy do emocji włącza się realizm...
bo kto? bo kiedy? bo jak ktoś może pokochać taką zołzę?....

ps. samotność we dwoje ciąży podwójnie :(

środa, 28 sierpnia 2013

prawda...(?)

dlaczego zachowujemy pozory? dlaczego przybieramy różne maski, by pokazać światu jak jest dobrze, idealnie wręcz...przyklejony uśmiech uspakaja czujność otoczenia...
tworzymy wyimaginowane definicje...i mamy wrażenie,że zdominowaliśmy "to coś"...lub wmawiamy sobie i innym, że "to coś" jest prawdziwie prawdziwe...a tak naprawdę wciąż układamy w słowa rozsypany alfabet... poobijane serce ma krótką pamieć...w przeciwieństwie do mózgu, który pamięta wszystko...bo może i czas leczy rany, ale nie leczy pamięci...trudno jest zapomnieć o złych chwilach..tak samo jak trudno jest nie tęsknić wspominając dobre...
żyjemy w kłamstwie...wmawiamy je sobie nawzajem, gdy po piętach depcze nam przerażająca prawda...
prawda której znać już nie chcemy...

wtorek, 27 sierpnia 2013

cofnąć czas...choć raz...

czas...skalarna wielkość fizyczna...

dziś wszystko wokół mnie pachnie zegarami...co sekundę jestem o sekundę starsza niż przed sekundą...

ech...czas łamie nas jak zapałki, którymi nie da się już odpalić papierosa minionych dziejów...
lubię patrzeć na spalające się papierosy...czuje się wtedy trwalsza...trwalsza od popiołu, bibuły, dymu...ale to tylko pozory...

znów odszedł ktoś mi bliski :'(...po raz kolejny uświadomiłam sobie jak kruche jest życie...mimo,że przechodziłam przez ten żal kilka razy, on wcale nie stał się mniejszy :(...koniec istnienia człowieka nam bliskiego zawsze będzie boleć, bez względu na to ile pogrzebów mamy już za sobą...

chciałabym być znów małą dziewczynką, która ślepo wierzy,że ludzie są dobrzy, a życie nie boli...

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

c'est la vie...

...czasami w życiu pojawia się coś, co być może nie powinno się zdarzyć,
co przecież można było przewidzieć, powstrzymać, logicznie rozwiązać...
a jednak się to dzieje...dlaczego?
dlaczego pozwalamy sobie na takie porywy?
dlaczego w szaleństwie i niedorzeczności upatrujemy dobra, szczęścia, namiastki spełnionych marzeń?
wszyscy jesteśmy jak złodzieje, którzy myślą, ze raz czy dwa razy wykradzione chwile...raz czy dwa razy skosztowana ambrozja nam wystarczy...
ale nie wystarcza...i tęsknisz wtedy za ciepłem, czułością, ujmującą fascynacją...
tęsknisz nawet wtedy, gdy nie było idealnie...
a wyrwane i rzucone ku głębinom pragnień serca umierają- jeśli mają szczęście,
albo żyją wspomnieniami...marzeniami...
ciężko jest być odkrywcą (nawet własnych) wysp namiętności i marzeń tak głęboko zakopanych,
że trzeba mieć albo dużo czasu na uświadomienie sobie tego, albo nadwrażliwą duszę...
albo cholerne poczucie uwięzienia we własnym życiu...

czwartek, 11 kwietnia 2013

...w oczekiwaniu...

wiosna u progu, słońce sięga zenitu...a tu samotnosć cichutko przysiadła...smutne :(...
człowiek potrafi tak długo pamiętać...niebywale długo...
myślimy, że miłość nas uratuje, a ona miażdży serca...
trzeba się bardzo starać by nie umrzeć wewnątrz...tam tak trudno zmartwychwstać...
tylko nie umrzeć...bo czymże bylibyśmy, gdyby nie ból?
nie docenilibyśmy szcęścia, które czeka...

na pewno czeka...

sobota, 6 kwietnia 2013

...więc jak?

...jak wrócić? 
co powiedzieć, by przerwać tę okropną, niezręczną ciszę, która jest od dawna i tworzy ogromną barierę?...a mógłby ją pokonać błahy dźwięk, szelest niemalże...mózg analizuje każdy dźwięk, każde słowo, które chciałoby się wypowiedzieć i szykuje miliony kombinacji, z których każda wydaje się nieodpowiednia...
stres jest ogromny...
uśmiech nie wyjdzie, bo będzie wyglądać jak grymas od dawna odczuwanego bólu...smucić się też nie wypada, by nie narazić się na komentarze i głupie domysły...
zegarek odmierza kolejne godziny codzienności..nie stawia sobie celów...a czas mijał i mija...
najbardziej boli ta bezradność, co jak trucizna powoli wyniszcza wnętrze...siedząc w pustym pokoju, jak w grobie, czuję, że już niewiele mogę zrobić...by wrócić...
więc jak odejść? codziennie zbieram odwagę, a w ciszy samotności poddaję się codziennie...na nowo...trwając z zawieszeniu, w letargu...czekając na cud...

sobota, 23 marca 2013

...ciiii...



"Chciałabym  zamknąć swój świat w mydlanej bańce,
odlecieć wysoko w chmury...
w ciszy trwać, w spokoju, w skupieniu...
przyglądnąć się codzienności z boskiej perspektywy...
ciszy mi trzeba..ciszy...aby móc siebie usłyszeć..."

wtorek, 19 marca 2013

...stygmaty...

zawsze staramy się wszystko co złe w sobie zagłuszyć. tylko jak długo tak można???
dostajemy od życia wiele dobrego i równie wiele przykrości... jednak życie to nie matematyka, gdzie bilans musi być na plus. tłumaczenie, że ktoś gdzieś ma gorzej, nie jest żadnym tłumaczeniem i pocieszeniem, bo przecież nie można też równać w dół...
...więc jak żyć? czym nakarmić narastającą złość, smutek, żal, zwątpienie marnością własnego świata...
dokąd to nas zaprowadzi?
bezsenność...nijakość...
pustka ogromna pomiędzy jednym, a drugim kątem mieszkania...i desperacja, by ją w jakiś nędzny sposób zapełnić...
nikt nie chce kiedyś odwracając się od odbicia w lustrze myśleć- przegrałem...
i nieprawdą jest, że "co mnie nie zabije, to wzmocni"...
to co nie zabija zostawia blizny- jak stygmaty, które nigdy się nie goją...
przywołują bolesne wspomnienia, drażnią sumienie...
manifestując pragnienie powrotu realnego uśmiechu...


sobota, 16 marca 2013

odnaleźć SIĘ...

Kurcze...jestem tu krótko i trochę się gubię...ikonki, ustawienia, podglądy, zamknij, wyświetl, edytuj...działam trochę po omacku. metodą prób i błędów odnajduję właściwą drogę, tylko, że owa nie zawsze się tą właściwą okazuje...ale...uparta jestem..pojętna też- myślę :P... więc błądzę, szukam, próbuję, testuję, smakuję, notuję,  to znów wykreślam...i tak bez końca...
kiedyś łatwiej było...stosy zapisanych kajetów do dziś piętrzą się się dumnie... przywołują wspomnienia i stare dobre czasy...:)
ewolucja jednak sprawiła, że buduję blog i własny świat z cichą nadzieją, że TU nie będzie nikogo, kto zechciałby wszystko zrujnować jednym słowem, spojrzeniem, gestem...
no cóż, będę próbować...nadal, natrętnie i znów...z wiarą, że odnajdę się kiedyś de novo...:)
"Chcę nagle wiedzieć, od którego punktu mój smutek ma sens, a radość ma swój powód. Chcę także wiedzieć, do którego punktu wolno mi dojść w moich nadziejach."
(J.L.Wisniewski)



piątek, 15 marca 2013

...jakaja...

...jestem kobietą, zdecydowanie! 100% babą, zmienną...kurcze trudno tak obiektywnie coś o sobie napisać...więc będzie subiektywnie :)...niepoprawna (czyt. niemodna) romantyczka z głową zapełnioną "zbędnymi" myślami...na co dzień pewna siebie, stanowcza, zdecydowana manager, można by rzec businesswoman ;)...prywatnie: żona, córka, matka, synowa (kolejność zupełnie przypadkowa, nie przyczynowo-skutkowa)...ciężko znoszę porażki, kategoryczne decyzje z reguły "odchorowuję"...cholera...straciłam wątek....jestem strasznie chaotyczna, zwykle mam gonitwę myśli, ale jakoś odnajduje się w tym bałaganie :)...należę do osób, które we własnym przekonaniu, zrobią wszystko najlepiej...tak jest w domu, w pracy, zawsze i wszędzie...to strasznie ciężka przypadłość...nakładam sobie na garb coraz więcej i więcej...i bywają dni gdy się poddaję...:(generalnie jestem dość twardym osobnikiem, "co mnie nie zabije, to wzmocni"...tak sobie tłumaczyłam przez większość mojego życia wszystkie"kłody", które spotykałam na swej drodze...ale do czasu...wszystko do czasu...zawsze jest tak, że w końcu odpada ucho od dzbana co wodę nosi....bo rzeczywistość jest zupełnie inna... bo rzeczywistość, to nie Świat Pod Powiekami...