...czasami w życiu pojawia się coś, co być może nie powinno się zdarzyć,
co przecież można było przewidzieć, powstrzymać, logicznie rozwiązać...
a jednak się to dzieje...dlaczego?
dlaczego pozwalamy sobie na takie porywy?
dlaczego w szaleństwie i niedorzeczności upatrujemy dobra, szczęścia, namiastki spełnionych marzeń?
wszyscy jesteśmy jak złodzieje, którzy myślą, ze raz czy dwa razy wykradzione chwile...raz czy dwa razy skosztowana ambrozja nam wystarczy...
ale nie wystarcza...i tęsknisz wtedy za ciepłem, czułością, ujmującą fascynacją...
tęsknisz nawet wtedy, gdy nie było idealnie...
a wyrwane i rzucone ku głębinom pragnień serca umierają- jeśli mają szczęście,
albo żyją wspomnieniami...marzeniami...
ciężko jest być odkrywcą (nawet własnych) wysp namiętności i marzeń tak głęboko zakopanych,
że trzeba mieć albo dużo czasu na uświadomienie sobie tego, albo nadwrażliwą duszę...
albo cholerne poczucie uwięzienia we własnym życiu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz