...jak wrócić?
co powiedzieć, by przerwać tę okropną, niezręczną ciszę, która jest od dawna i tworzy ogromną barierę?...a mógłby ją pokonać błahy dźwięk, szelest niemalże...mózg analizuje każdy dźwięk, każde słowo, które chciałoby się wypowiedzieć i szykuje miliony kombinacji, z których każda wydaje się nieodpowiednia...
stres jest ogromny...
uśmiech nie wyjdzie, bo będzie wyglądać jak grymas od dawna odczuwanego bólu...smucić się też nie wypada, by nie narazić się na komentarze i głupie domysły...
zegarek odmierza kolejne godziny codzienności..nie stawia sobie celów...a czas mijał i mija...
najbardziej boli ta bezradność, co jak trucizna powoli wyniszcza wnętrze...siedząc w pustym pokoju, jak w grobie, czuję, że już niewiele mogę zrobić...by wrócić...
więc jak odejść? codziennie zbieram odwagę, a w ciszy samotności poddaję się codziennie...na nowo...trwając z zawieszeniu, w letargu...czekając na cud...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz