zawsze staramy się wszystko co złe w sobie zagłuszyć. tylko jak długo tak można???
dostajemy od życia wiele dobrego i równie wiele przykrości... jednak życie to nie matematyka, gdzie bilans musi być na plus. tłumaczenie, że ktoś gdzieś ma gorzej, nie jest żadnym tłumaczeniem i pocieszeniem, bo przecież nie można też równać w dół...
...więc jak żyć? czym nakarmić narastającą złość, smutek, żal, zwątpienie marnością własnego świata...
dokąd to nas zaprowadzi?
bezsenność...nijakość...
pustka ogromna pomiędzy jednym, a drugim kątem mieszkania...i desperacja, by ją w jakiś nędzny sposób zapełnić...
nikt nie chce kiedyś odwracając się od odbicia w lustrze myśleć- przegrałem...
i nieprawdą jest, że "co mnie nie zabije, to wzmocni"...
to co nie zabija zostawia blizny- jak stygmaty, które nigdy się nie goją...
przywołują bolesne wspomnienia, drażnią sumienie...
manifestując pragnienie powrotu realnego uśmiechu...
Trzeba nadać życiu konkretny cel, misje, którą realizuje się tylko dla siebie. Blizny i stygmaty zostaną ale trzeba nosić je dumnie, pokazać ludziom, że człowiek potrafi się podnieść i wstać silniejszy. Żyć pełnią życia, policzkować los, być sobą... pozdrawiam Mael
OdpowiedzUsuń